James R. Hurford

Składnia w ujęciu ewolucyjnym

Jak wspomniano we wprowadzeniu, w systemie poznawczym naszych przodków musiały zajść specyficzne zmiany, które umożliwiły ewolucyjny rozwój mowy. Najogólniej rzecz biorąc, dotyczą one dwóch zdolności, jakimi są: (1) zdolność do operowania złożonymi konstrukcjami składniowymi oraz (2) zdolność do memoryzacji wielu tysięcy arbitralnych form symbolicznych. Wyjaśnienie genezy pierwszej z nich, czyli operowania syntaksą, traktowane było praktycznie od zawsze jako niezwykle interesujące wyzwanie teoretyczne. Fenomen utrzymywania w pamięci rozbudowanych zasobów arbitralnych reprezentacji symbolicznych nigdy raczej nie wzbudzał takiego entuzjazmu badaczy, z jakim poświęcano się rozważaniom nad istotą naszej zdolności do przetwarzania wyrażeń językowych o złożonej organizacji strukturalnej. Od zainicjowania paradygmatu generatywnego w latach 50. aż po lata 90. ubiegłego wieku postulowano istnienie takiej specyficznie ludzkiej zdolności językowej, konceptualizując ją jako zespół powiązanych ze sobą zasad o charakterze formalnym. Zasady te miałyby być wrodzone – negowano konieczność przyswojenia ich w procesie tzw. akwizycji języka – a także kompletnie arbitralne, nieumotywowane czynnikami funkcjonalnymi. Zakładano, iż dziecko uczące się złożonych konstrukcji językowych dysponuje znacznym wsparciem ze strony takiej „wrodzonej wiedzy” o relacjach składniowych, które dostrzegano w danych językowych analizowanych na odpowiednim poziomie abstrakcji. Wiedza ta sprowadzała się do generalizacji obejmujących kategorie składniowe (takie jak N, NP, V, VP) oraz ogólnych ograniczeń co do zmian szyku elementów w obrębie „drzewiastych” reprezentacji hierarchicznej struktury zdania (np. niektóre elementy nie mogły podlegać ‘przesunięciom’ poza zakres wyznaczany przez specyficzne konstytuenty). Odkrycie zestawu takich wrodzonych zasad oraz ustalenie ich wzajemnych interakcji było głównym celem generatywnej teorii składni języków naturalnych. Badaczy działających w ramach paradygmatu generatywnego zaczęto określać mianem ‘formalistów’. Kontestujący ten paradygmat ‘funkcjonaliści’ kwestionowali zarówno sam sposób argumentowania postulowany w ujęciach generatywnych, jak i deklarowany w nich brak zainteresowania funkcjonalnymi wyjaśnieniami opisywanych cech struktury języka.

W połowie lat 90. doszło do zasadniczej rewizji podstawowych założeń generatywnej teorii składni, której manifestacją był tzw. ‘Program Minimalistyczny’ (Chomsky, 1995). Liczba postulowanych wrodzonych zasad została tu drastycznie zredukowana do jednej specyficznie językowej cechy poznawczej – zasugerowano, iż jedynym gatunkowo unikalnym wyznacznikiem ludzkiej zdolności do operowania syntaksą jest zdolność do rekursywnego przetwarzania struktur frazowych (Hauser et al., 2002). Za podstawową operację składniową uznano tzw. procedurę ‘scalania’ (por. ang. termin Merge). Z uwagi na fakt, iż zastosowanie rekurencji w dowolnych, nawet najprostszych operacjach strukturalnych może doprowadzić do imponująco złożonych rezultatów (a także, socjologicznie rzecz ujmując, ze względu na siłę społecznego nawyku), zwolennicy Programu Minimalistycznego mogli kontynuować dyskusję na dotychczasowym poziomie abstrakcji. W tym samym czasie zbieżne rezultaty badań z różnych ośrodków dostarczały coraz więcej dowodów na to, że zdolność do operowania syntaksą wiąże się z faktem, iż inherentna kombinatoryczność wyrażeń językowych bazuje na ich kompozycyjności semantycznej. Ten sposób myślenia przez wiele dziesięcioleci rozwijały niektóre generatywistyczne (ale nie w duchu Chomsky’ego) teorie gramatyczne, takie jak HPSG (Pollard i Sag, 1987, 1994; Levine i Meurers, 2006) czy Gramatyka Konstrukcji (Fillmore i Kay, 1993; Goldberg, 1996, 2006; Croft, 2001). Jednakże w ujęciach ewolucyjnych podążano raczej za myślą Chomsky’ego, do czego przyczyniła się wspomniana redukcja złożoności wrodzonych cech poznawczych, jakie miałyby odpowiadać za rozwój zdolności do przetwarzania struktur składniowych. Ewolucję jednej cechy można łatwiej wyjaśnić niż ewolucję wielu wzajemnie oddziałujących na siebie czynników. Ten trend rozwojowy w teoriach językoznawczych został więc podchwycony przez niektórych biologów zainteresowanych ewolucją człowieka. Niemniej jednak, pomimo wprowadzenia uproszczeń w założeniach teoretycznych nadal broniono tezy, iż w toku ewolucji gatunku Homo sapiens musiał nastąpić jakościowy skok od bez-składniowych wariantów protojęzyka do w pełni rozwiniętych zasobów językowych z kombinatoryczną składnią. Nie dostrzegano żadnych symptomów, które mogłyby potwierdzać istnienie ciągłości między nieustrukturyzowanymi sekwencjami „protowyrazów”, a bardziej złożonymi konstrukcjami, zachowującymi relacje morfoskładniowe obserwowane we współczesnych językach. W diagramach ilustrujących architekturę takich systemów językowych przedstawiano ‘leksykon’ oraz ‘składnię’ jako dwa zasadniczo odrębne obszary analizy struktur językowych. Jest to do zaakceptowania na pewnym poziomie ogólności analizy opisowej – podobnie, jak każda sensowna próba opisu ludzkiej anatomii musi opierać się na wyodrębnieniu poszczególnych organów ciała. Wyzwaniem dla teorii ewolucyjnych jest wyjaśnienie sposobu, w jaki np. ludzkie oko mogło wyewoluować z organu nie będącego jeszcze okiem, albo jak wyglądały wczesne stadia ewolucyjnego rozwoju kręgosłupa. Zatem w jaki sposób – odrzucając biologicznie nieadekwatny saltacjonizm – z repertuarów protojęzykowych wyrażeń mogła wyewoluować składnia języków naturalnych?

Interesującego rozwiązania problemu ewolucyjnej ciągłości w rozwoju struktur gramatycznych dostarcza nurt badawczy znany pod nazwą Gramatyka Konstrukcji, który wykorzystuje wiedzę uzyskiwaną w badaniach nad rozwojem języka u dzieci (np. Bates i Goodman, 1997). Paradygmat ten opiera się na założeniu istnienia kontinuum leksykalno-gramatycznego – zasoby językowe w tym ujęciu mogą obejmować jednostki o zróżnicowanym stopniu złożoności: od najprostszych słowoform do formulicznych, quasi-zdaniowych jednostek o złożonej składni (bądź holistycznie zapamiętanych fragmentów tekstów, jak np. w przypadku memoryzacji wersetów Koranu). Podobnie, najbardziej skonwencjonalizowane wyrażenia idiomatyczne są w całości przywoływane z pamięci, bądź tylko w niewielkim stopniu konstruowane w trakcie formułowania wypowiedzi. Wszelkie tego rodzaju jednostki określane są terminem ‘konstrukcja’; konstrukcją w tym ujęciu może być zarówno pojedyncze słowo, jak i bardziej złożone wyrażenie, czy nawet zdanie. Co ważne, konstrukcje językowe cechuje spora wariantywność i należy je rozumieć na odpowiednim poziomie abstrakcji. Przykładowo, związki frazeologiczne, takie jak ang. kick the bucket, nie mają ustalonej sztywnej formy wyrażeniowej, lecz ich komponenty mogą podlegać różnego rodzaju permutacjom – np. warianty temporalne tego wyrażenia realizowane są przez końcówki koniugacyjne formy czasownikowej: kicks the bucket vs. kicked the bucket. Konstrukcja tego idiomu memoryzowana jest jako całość, jednakże z „niewypełnionym” miejscem na zmienne komponenty, które sygnalizują temporalny aspekt wypowiedzi z użyciem takiego wyrażenia. Nieco bardziej swobodne składniowo są różnego typu kolokacje, takie jak np. take advantage of. Powiązane ze sobą w tej konstrukcji czasownik take i rzeczownik advantage zachowują relację współzależności składniowej, nawet jeśli stanowią one komponenty innych konstrukcji, takich jak np. wyrażenia w stronie biernej: ‘Advantage was taken of John.’ lub ‘John was taken advantage of.’. Krótko mówiąc, ludzie wyewoluowali zdolność do zapamiętywania komponentów konstrukcji gramatycznych o zróżnicowanej złożoności i swobodzie modyfikacji ich ustrukturyzowania – w połączeniu ze zdolnością do tworzenia i rozpoznawania kombinacji takich komponentów w wyrażeniach językowych. Konstrukcje najwcześniejszych, najbardziej pierwotnych wyrażeń musiały być relatywnie proste i mało adaptatywne. Później zaczęto tworzyć większe i/lub bardziej swobodnie ustrukturyzowane konstrukcje, które – jeśli okazywały się przydatne w określonych sytuacjach komunikacyjnych – były wykorzystywane ponownie w bardzo podobny sposób. W takim scenariuszu przejście od powtarzania nie-kombinatorycznych, holistycznych wyrażeń do kombinowania z nich bardziej złożonych konstrukcji nadal stanowi nieunikniony skok jakościowy – samo to przejście nie mogło jednak bezpośrednio zainicjować gwałtownej eksplozji produktywnych konstrukcji składniowych jakie dostrzegamy w strukturze języków naturalnych dostępnych nam współcześnie. Prawdopodobny scenariusz sugeruje nam raczej założyć, iż pierwsze kombinacje wyrażeń językowych polegały na łączeniu najprostszych i najbardziej skonkretyzowanych elementów w większe konstrukcje, co dobrze ilustrują słynne kwestie filmowego bohatera: Ja Tarzan, Ty Jane. Struktury językowe o wzrastającym poziomie złożoności wyłaniały się stopniowo, jako rezultat procesów ko-ewolucyjnych – kreowaniu i transferowi wyrażeń językowych o coraz bardziej złożonej, a zarazem coraz bardziej swobodnej strukturze kombinatorycznej towarzyszyła biologiczna ekspansja ich neuronalnych korelatów, pozwalających zarządzać coraz większymi zasobami pamięci i coraz szybciej przetwarzać dane językowe o rosnącej złożoności strukturalnej.

Myślenie o składni w ujęciu ewolucyjnym skłania nas do rewizji centralnego dogmatu teorii generatywnych jakim jest specyficznie pojmowana relacja między ‘kompetencją’, utożsamianą tu z „wiedzą językową”, a ‘performancją’ – czyli konkretnym aktem tworzenia/rozumienia wypowiedzi w danym języku.

Pojęcie kompetencji dotyczy implicytnej wiedzy językowej, która pozwala interpretować i tworzyć złożone zdania. Kompetencja zawsze „rezyduje” w umyśle użytkownika, niezależnie od tego czy czyni on z niej użytek, czy też nie. Jest zatem bezczasowa, ahistoryczna. Performancja natomiast odnosi się do konkretnego procesu produkcji i interpretacji wyrażeń językowych, zlokalizowanego w czasie i przestrzeni. Wprowadzenie tego rodzaju rozróżnień bywa czasem nieodzowne, jak stało się to w przypadku różnicy między programem komputerowym (implementacją) a jego poszczególnymi realizacjami, zakończonymi uzyskaniem różnych danych wyjściowych (output data), zależnie od danych wczytywanych na wejściu (input data). Głównym przedmiotem wysiłków teoretycznych w generatywizmie była charakterystyka kompetencji językowej, natomiast czynniki wpływające na performancję, takie jak ograniczenia zasobów pamięci i prędkości przetwarzania danych językowych, były deprecjonowane i sprowadzane do szumu zakłócającego proces komunikacji. Osławionym przykładem struktur językowych potencjalnie podlegających interpretacji/produkcji w ramach rzeczonej ‘kompetencji’ są zdania zawierające centralnie zagnieżdżone struktury frazowe. Postaram się objaśnić sens tej argumentacji na kilku prostych przykładach. Otóż rozważmy następujące wypowiedzenia, zawierające podrzędne zdania przydawkowe: The mouse the cat caught died; The cat the dog chased escaped; The dog the man kicked howled; The man I saw laughed. Podrzędne komponenty tych zdań można łączyć ze sobą w sposób kombinatoryczny, tworząc bardziej rozbudowane, centralnie zagnieżdżone konstrukcje składniowe – jak np. zdanie: The mouse the cat the dog chased caught died. Wypowiedziane z odpowiednią intonacją i w adekwatnym kontekście, zdanie to można uznać za akceptowalne wyrażenie pewnego stanu rzeczy, aczkolwiek jego produkcja i interpretacja wymaga sporej koncentracji uwagi i znacznie obciąża zasoby pamięci operacyjnej. Próba interpretacji bardziej złożonych zagnieżdżeń (por. zdanie The mouse the cat the dog the man I saw kicked chased caught died) będzie już wymagała posłużenia się zapisem i ewentualnie wprowadzenia dodatkowych oznaczeń, wyróżniających poszczególne komponenty takiej konstrukcji. Teorie generatywne konsekwentnie postulowały istnienie abstrakcyjnie pojmowanej kompetencji poznawczej pozwalającej przetwarzać tego rodzaju dane językowe. Tezę tę uzasadniano w sposób następujący: skoro centralnie zagnieżdżone frazy formowane są z zastosowaniem dokładnie takich samych reguł, jakie leżą u podstaw mniej złożonych struktur wyrażeniowych, to przetwarzanie bardziej skomplikowanych, wielokrotnie zagnieżdżonych struktur mieści się w granicach kompetencji językowej, mimo iż proces ten zdaje się podlegać ograniczeniom na poziomie performancji. Mówiąc krótko, teorie generatywne odrzucały włączenie jakichkolwiek czynników kwantytatywnych czy też numerycznych do domeny kompetencji językowej. Ograniczenia ilościowe należały do domeny performancji. Było to spójne i dobrze uzasadnione stanowisko teoretyczne. Jednakże z ewolucyjnego punktu widzenia pojawia się wątpliwość, czy zdolność do osiągania tak pojmowanej kompetencji językowej mogła kiedykolwiek być odseparowana od aktów realizacji i interpretacji produktów tejże kompetencji. Bliźniacze, niezależnie definiowalne zdolności – jedna do tworzenia wewnętrznych reprezentacji regularności dopuszczalnych w przyswajanym języku (‘kompetencja’), a druga do wykorzystywania tej wiedzy w określonych okolicznościach (‘performancja’), siłą rzeczy musiały ko-ewoluować w filogenezie człowieka. Sama kompetencja, bez zdolności do performancji, nie mogłaby wywierać żadnego wpływu na otoczenie, zatem nie pełniłaby funkcji dostosowawczej. Natomiast skuteczna performancja nie byłaby możliwa bez wrodzonego programu sterującego ontogenetycznym rozwojem zdolności do przetwarzania tak złożonych danych, jakimi są dane językowe. Hurford (2011) rozwija to rozumowanie, postulując konstrukt teoretyczny pod nazwą ‘kompetencja-plus’ – stanowi on zespół reprezentacji opartych na semi-regułach opatrzonych numerycznymi ograniczeniami ich zastosowania, np. ograniczeniem poziomu głębokości zagnieżdżania struktur frazowych. W toku ewolucji człowieka mieliśmy prawdopodobnie do czynienia z ekspansją potencjalnego poziomu złożoności wewnętrznych reprezentacji struktur językowych, na którą nakładał się rozwój pragmatycznych ograniczeń co do poziomu złożoności faktycznie tworzonych i interpretowanych wyrażeń.

Rozbudowane składniowo konstrukcje mogą być korzystne dla komunikatorów (zarówno w roli nadawcy jak i odbiorcy), umożliwiając wieloaspektową i bardziej zniuansowaną komunikację językową. Struktury składniowe stają się szczególnie efektywne, jeśli są kompozycyjnie powiązane z funkcjami semantycznymi, tzn. gdy znaczenie złożonego wyrażenia wynika ze znaczeń jego komponentów oraz sposobu ustrukturyzowania ich wzajemnych relacji. Złożoną składnię łatwiej jest przetwarzać, jeśli jesteśmy w stanie interpretować ją jako mającą pewien „kompozycyjny sens” w ramach danej wypowiedzi. Przetwarzanie złożonych wyrażeń w ludzkim umyśle można opisać jako proces „deszyfracji” sekwencji słów, polegający na interpretacji ich treści propozycjonalnej w kontekście pragmatycznych intencji autora wypowiedzi. Na znaczenie wypowiedzi składają się (zleksykalizowane) znaczenia użytych w niej wyrażeń, znaczniki struktury gramatycznej na poziomie zdania oraz elementy dynamiki sytuacyjnej, w której osadzona jest ta wypowiedź. Regularne ciągi sensownych wyrażeń łatwiej jest przetworzyć, niż sekwencje słów o takiej samej złożoności składniowej, lecz paradoksalnej lub absurdalnej wymowie. Ewolucyjnym paliwem dla rozwoju zdolności do przetwarzania złożonych struktur składniowych był niewątpliwie dodatkowy potencjał znaczeniowy, jaki wniosły do wypowiedzi pierwsze konstrukcje gramatyczne o nietrywialnym poziomie złożoności.

W rozwoju historycznym (glottogenezie) współczesnych języków naturalnych mamy do czynienia z procesem ich ‘gramatykalizacji’ (Heine i Kuteva, 2007; Hopper i Traugott, 1993; Givón, 2009). O ile nie ulegną one wpływom interferencyjnym na skutek kontaktu z innymi systemami językowymi, poszczególne języki rozwijają się zgodnie z ogólną tendencją do konwencjonalizacji powszechnie używanych wyrażeń. Zakorzeniają się one w danym języku nie tylko jako potencjalne sposoby ekspresji pewnych znaczeń/intencji, ale jako środki wyrazu charakterystyczne dla jego rodzimych użytkowników. Przykładowo, w języku angielskim każde poprawnie skonstruowane zdanie – poza trybem rozkazującym – wymaga realizacji komponentu pełniącego funkcję podmiotu. Wypowiedzenia w rodzaju came today, choć całkowicie zrozumiałe w ramach autentycznych dyskursów, nie są uznawane za kompletne konstrukcje zdaniowe tego języka. Istnieje wiele języków, w których zdaniowa realizacja podmiotu nie jest wymagana – por. włoskie wypowiedzenie è venuto oggi. Jednak nawet w językach takich jak włoski, zaliczanych do grupy tzw. języków „pro-drop” (domyślnie nie realizujących funkcji podmiotu), mamy do czynienia z gramatycznym wyznacznikiem tego komponentu w zdaniu, w postaci związku zgody pomiędzy cechami morfoskładniowymi tzw. podmiotu domyślnego, a formą fleksyjną czasownika. W opinii wielu językoznawców gramatyczna funkcja podmiotu stanowi ewolucyjną „fosylizację” roli tematu, czyli elementu będącego punktem wyjścia dla analizy wypowiedzenia pod kątem jego struktury informacyjnej. Ustrukturyzowanie tematyczno-rematyczne wypowiedzeń jest uniwersalną cechą języków naturalnych. W każdym języku istnieje sposób nacechowania tej części wypowiedzenia, która stanowi tzw. temat (czyli to, czego ono dotyczy, ang. Topic) w opozycji do tej części wypowiedzenia, która zawiera komentarz dotyczący tematu (tzw. remat, ang. Comment lub Focus), czyli właściwe sedno wypowiedzenia, wnoszące nową informację. Istnieją języki nie wymagające formalnego nacechowania pozycji podmiotu w zdaniu, a także takie, w których nacechowanie to jest opcjonalne. W języku angielskim, podobnie jak w wielu innych, pozycja podmiotu wyróżniana jest poprzez uzgodnienie go z formą czasownika pod względem cech morfoskładniowych (osoba, liczba) przez odpowiednie końcówki koniugacyjne. W wielu językach związek zgody pomiędzy odmienionymi formami czasowników a zaimkami pełniącymi rolę podmiotu jest wyraźnie zaznaczana formalnie, co sugeruje, iż mieliśmy tam do czynienia z procesem gramatykalizacji podmiotów z zaimków osobowych używanych prymarnie jako elementy struktur tematyczno-rematycznych – por. przykład: That guy, he’s crazy (Givón, 1976).

Rolę podmiotu w strukturze wypowiedzenia wyszczególniłem tutaj dlatego, iż stanowi ona przykład prototypowej kategorii gramatycznej. Jej specyfika wyraźnie odróżnia ją od semantycznej kategorii agensa (‘sprawcy orzekanej czynności’) oraz pragmatycznej kategorii tematu (informacji uznawanej za współdzieloną z interlokutorem przez autora wypowiedzenia). Gramatyczna rola podmiotu wyłaniała się wielokrotnie w glottogenezie naturalnych systemów językowych, w procesie gramatykalizacji tych elementów wypowiedzeń, które pełniły w nich funkcję tematu. Liczne aspekty kategoryzacji strukturalnej współczesnych języków (jak np. typowe ‘części mowy’) również wyłoniły się w procesie gramatykalizacji. Przejawy oddziaływania tego procesu obszernie opisują Heine i Kuteva (2007), którzy przeanalizowali pod tym względem różne systemy językowe. Prezentują oni wiele przykładów kategorii morfoskładniowych i cech gramatycznych, które wyłoniły się w toku historycznych przemian jakim podlegały różne części mowy. W ten sposób wyłoniły się m.in. niektóre przyimki – z rzeczowników oznaczających części ciała (np. ang. back), czasowniki posiłkowe – z czasowników w pełni zleksykalizowanych (np. ang. have), spójniki poprzedzające zdania względne – z zaimków wskazujących (np. ang. that) lub zaimków pytajnych (np. ang. which). Oddziaływanie procesu gramatykalizacji jest w znacznej mierze jednokierunkowe. Umożliwia to rekonstrukcję wcześniejszych etapów historycznego rozwoju zasobów językowych, w których strukturze nie manifestowały się jeszcze cechy będące rezultatem postępującego procesu gramatykalizacji. W istocie, nieliczne przypadki współcześnie powstających systemów komunikacji, w których możemy zaobserwować proces wyłaniania się de novo struktur językowych (jak np. nikaraguański język migowy), wykazują takie właśnie semi-systematyczne ustrukturyzowanie wyrażeń, charakterystyczne dla zasobów językowych we wczesnym stadium rozwoju. Wyrażenia naturalnie ewoluujących języków migowych wykazują początkowo niewiele cech stricte gramatycznych, lecz bardzo szybko uruchamiają się mechanizmy związane z procesem gramatykalizacji i języki te w stosunkowo krótkim czasie rozwijają konstrukcje gramatyczne typowe dla współczesnych języków mówionych. Gramatyczna złożoność współczesnych języków jest więc rezultatem procesu zmian historycznych, które miały miejsce w toku ich glottogenezy. Jednakże nie mniej istotnym czynnikiem determinującym zakres tych zmian (umożliwiającym powstawanie i utrzymywanie się tak skomplikowanych struktur językowych), jest biologicznie uwarunkowana zdolność do przyswajania zachowań werbalnych i skutecznego operowania nimi w różnych modalnościach sensomotorycznych.

W przyrodzie ożywionej istnieją systemy sygnalizacji, które wykazują znaczny stopień ustrukturyzowania kombinatorycznego (stanowiącego jedną z cech złożoności składniowej zasobów językowych), jednakże bez łączliwości o charakterze kompozycyjnym. Wokalizacje niektórych wielorybów (Payne i McVay, 1971) oraz wielu gatunków ptaków śpiewających (por. np. Todt i Hultsch, 1996, 1998) to hierarchicznie ustrukturyzowane sygnały w których można wyróżnić regularne segmenty przypominające frazowanie – jednak ‘frazom’ tym nie sposób przypisać znaczeń, które składałyby się na całościowe znaczenie takiej wokalizacji. Możemy się domyślać, że jedynymi funkcjami tych wokalizacji (interpretowanych holistycznie) jest zachęcanie potencjalnych partnerów seksualnych do łączenia się w pary, bądź też odganianie potencjalnych intruzów od granic terytorium zajmowanego przez sygnalizującego osobnika. Śpiew ptaków ma złożoną strukturę kombinatoryczną, jednakże nie komunikuje treści, które byłyby funkcją „znaczeń” tworzących go wartości nutowych i fraz melodycznych. W rzeczy samej nie pełnią one funkcji znakowej. W dorobku wielu wybitnych myślicieli, takich Rousseau, Darwin oraz Otto Jespersen, pojawiały się sugestie, iż przodkowie człowieka mogli dysponować podobnego rodzaju zdolnością do kreowania złożonych wokalizacji, zanim stały się one dla nich środkami ekspresji znaczeń o kompozycyjnej strukturze znaczeniowej. To prawdopodobna teza, jednak niełatwo będzie ją potwierdzić, gdyż w zasadzie nie odnajdujemy przykładów złożonych zachowań sygnalizacyjnych u gatunków zwierząt najbliżej spokrewnionych z ludźmi – strukturyzacji takiej nie wykazują ani wokalizacje małp człekokształtnych, ani nawoływania innych naczelnych, być może z wyjątkiem gibonów.

Niektóre małpy w swoich wokalizacjach zdają się łączyć znaczące elementy okrzyków w bardziej rozbudowane sekwencje, jednakże „znaczenia” tychże sekwencji nie wydają się być funkcją „znaczeń cząstkowych” składających się na nie elementów. Przykładowo, koczkodany z rodziny makakowatych, których zachowania sygnalizacyjne w naturalnym habitacie obserwowali Arnold i Zuberbühler (2006), wydają dwa odrębne okrzyki alarmowe – jeden przestrzegający przed orłem, a drugi przed lampartem. Małpy te posługują się też sekwencją obu typów okrzyków, która pełni rolę instrukcji lub komentarza towarzyszącego spokojnemu przemieszczaniu się całej grupy w nowe miejsce. Ewentualne znaczenie tej dwuelementowej kombinacji (‘wszyscy ruszamy’) nie wydaje się jednak być rezultatem połączenia znaczeń obu jej komponentów (‘uwaga orzeł’ i ‘uwaga lampart’). Prawdziwie kompozycyjne struktury wyrażeniowe występują tylko w zasobach językowych, i tylko ludziom udało się wykształcić systemy komunikacji operujące wyrażeniami o tak rozbudowanej złożoności strukturalnej.

Podsumowując, działalność mowna zyskała funkcję przystosowawczą w ewolucji gatunku Homo sapiens ze względu na korzyści związane z możliwością wyrażania złożonych treści propozycjonalnych. Na zdolność do mowy artykułowanej składają się liczne predyspozycje behawioralne i poznawcze, które mogły stanowić czynniki selekcyjne. Należą do nich m.in. przechowywanie w pamięci długotrwałej repertuarów mniej lub bardziej rozbudowanych konstrukcji wyrażeniowych, sprawne łączenie ich w sekwencje wypowiedzeniowe (także z wykorzystaniem funkcji rekurencyjnej) oraz równie sprawna dekompozycja takich wyrażeń w połączeniu z ich interpretacją pragmatyczną. Najbardziej skuteczni komunikatorzy zyskiwali prestiż społeczny, a populacje dysponujące takimi komunikatorami mogły efektywnie zagospodarowywać nowe nisze ekologiczne. Złożone struktury zasobów językowych, które konstytuują systemy gramatyczne współczesnych lektów, ewoluowały na przestrzeni wielu tysięcy lat podlegając procesom stabilizującym dynamikę ich reprodukcji, takim jak samoorganizacja repertuarów głosek (na poziomie fonologii) i gramatykalizacja struktur wyrażeniowych (na poziomie składni). Ujęcie ewolucyjne zagadnień związanych z fenomenem mowy i ustrukturyzowaniem języków naturalnych implikuje pytania o genezę tych zjawisk („W jaki sposób doszło do ich powstania?”). Mam nadzieję, że udało mi się wykazać, iż przynajmniej niektóre odpowiedzi na tego rodzaju pytania zyskały już status hipotez naukowych, nad którymi warto się zastanawiać.

 


 

Przekład tekstu autorstwa prof. J. Hurforda publikuję za uprzejmą zgodą Autora.
The translation appears here by the kind permission of the author of the original work.
 

Tekst źródłowy: Hurford, J.R. (2012). Linguistics from an evolutionary point of view.
W: R. Kempson, T. Fernando i N. Asher, (red.), Handbook of the Philosophy of Science. Volume 14: Philosophy of Linguistics. Amsterdam: Elsevier BV, 473–498.
DOI: 10.1016/B978-0-444-51747-0.50014-7

Cytowanie: Odnosząc się do tych treści w innych publikacjach, należy uwzględnić podany na końcu permalink (odnośnik bezpośredni) do tej sekcji lub link do kompletnego tekstu przekładu. Tekst przyjęto do druku w czasopiśmie AVANT.

 


Z języka angielskiego przełożył Arkadiusz Jasiński
permalinkhttp://evolectorium.com/spip.php?article33
data publikacji: 07.05.2014


Creative Commons License


Artykuł dostępny na licencji CC BY-SA 4.0
Creative Commons · Uznanie autorstwa
Na tych samych warunkach 4.0 Międzynarodowe
.

 


 
 


Bibliografia i przypisy

  • Arnold, K. i Zuberbühler, K. (2006). Language evolution: Semantic combinations in primate calls. Nature, 441 (7091), 303–303. DOI: 10.1038/441303a
  • Bates, E. i Goodman, J. C. (1997). On the inseperability of grammar and the lexicon: Evidence from acquisition, aphasia and real time processing. Language and Cognitive Processes 12, 507–586.
  • Chomsky, N. (1995). The minimalist program. Cambridge: MIT Press.
  • Croft, W. A. (2001). Radical Construction Grammar; Syntactic Theory in Typological Perspective. Oxford University Press.
  • Fillmore, C. J. i Kay, P. (1993). Construction grammar coursebook. Unpublished ms., Berkeley, CA: Department of Linguistics, University of California, Berkeley.
  • Givón, T. (1976). Topic, pronoun and grammatical agreement. W: C. Li, red., Subject and Topic. New York: Academic Press, 149–188.
  • Givón, T. (2009). The Genesis of Syntactic Complexity. Amsterdam: John Benjamins.
  • Goldberg, A. E. (1996). Making one’s way through the data. W: M. Shibatini i S. A. Thompson, red., Grammatical constructions. Their form and meaning. Oxford: Oxford University Press, Clarendon Press, 29–54.
  • Goldberg, A. E. (2006). Constructions at work. The nature of generalization in language. Oxford: Oxford University Press.
  • Hauser, M. D., Chomsky, N. i Fitch, W. T. (2002). The faculty of language: What is it, who has it, and how did it evolve?. Science 298, 1569–1579.
  • Heine, B. i Kuteva, T. (2007). The genesis of grammar: A reconstruction, tom 9 z serii Studies in the Evolution of Language. Oxford/New York: Oxford University Press.
  • Hopper, P. J. i Traugott, E. C. (1993). Grammaticalization. Cambridge Textbooks in Linguistics. Cambridge: Cambridge University Press.
  • Hurford, J. R. (2011). The Origins of Grammar: Language in the Light of Evolution. Oxford/New York: Oxford University Press.
  • Levine, R. i Meurers, W. (2006). Head-driven phrase structure grammar. W: K. Brown, red., Encyclopedia of Language and Linguistics. Elsevier, 2 ed., 237–252.
  • Pollard, C. J. i Sag, I. A. (1987). Information-based Syntax and Semantics, Vol. 1. Stanford, CA: Center for the Study of Language and Information (CSLI).
  • Pollard, C. J. i Sag, I. A. (1994). Head-driven Phrase Structure Grammar. Chicago: University of Chicago Press.
  • Payne, R. i McVay, S. (1971). Songs of Humpback Whales. Science, 173 (3997), 585–597. DOI: 10.1126/science.173.3997.585
  • Todt, D. i Hultsch, H. (1996). Acquisition and performance of song repertoires: ways of coping with diversity and versatility. W: D. E. Kroodsma i E. H. Miller, red., Ecology and Evolution of Acoustic Communication in Birds. Ithaca, NY: Comstock Publishing Associates, 79–96.
  • Hultsch, H. i Todt, D. (1998). How songbirds deal with large amounts of serial information: retrieval rules suggest a hierarchical song memory. Biological Cybernetics, 79 (6), 487–500. DOI: 10.1007/s004220050498